|
piątek, 19 marca 2010
Jest piątek, jest impreza i kopanie psa. Kursy tańca są tu na nic. Nie umiesz skandować - nie istniejesz.
czwartek, 18 marca 2010
17 marca 2010 roku mógł być jednym z najważniejszych dni mojego życia. 16 marca, w pracy, po konsultacjach z ogranymi współpracownikami założyłem Facebooka i - o czym nie miałem pojęcia, że tak jest - zaczęli się zgłaszać znajomi. A dzień później, po porannej wizycie w firmie dowiedziałem się od B. że moja była lepsza połowa jest jedną z najczęściej odwiedzających profil mojej nowej lepszej połowy. Pewne wątpliwości co do mojej lepszej połowy... wiecie, to jest tak, że jak sie najebię to widzę świat jaśniej. Pytanie - czy po przebudzeniu będzie tak samo jasno. Jeśli tak, to materiał na prawdziwą telenowelę.
niedziela, 14 marca 2010
To może dla odmiany. Ponieważ wiemy już, że 6. sezon "Lost" główni bohaterowie zakończą umierając w wodzie, przedtem jednak spotkają się z umarłymi i cofną do 23 roku n.e. (tzn. nie wiemy, ale ja wiem), dla odmiany pięciu bohaterów, którzy szczególnie sympatycznie prezentowali się na przestrzeni ostatnich sześciu fantastycznyyyyych lat (aku-rat): Przypomnę, że właśnie ABC wyemitowała odcinek 6#07 "Dr. Linus". Nie wiem co stanie się potem. 07. John Locke 03. Mr. Eko
01. Miles Straume Kolejne bodźce skłaniają mnie do założenia Facebooka. Wiedziałbym, czy wczoraj były imieniny mojej ciotki i żony brata babci. Nie, żebym zamierzał składać życzenia, ale wolałbym mieć czym zaszpanować w towarzystwie.
sobota, 13 marca 2010
Trzy miesiące mieszkania na Pradze, to faktycznie ze dwadzieścia parę nocy mieszkania na Pradze, rajdy przez całe miasto rowerem żeby wyprowadzić psa (na Ochocie) i odwiedzić partnerkę (na Jelonkach) i permanentne niewyspanie wynikające ze zmiany trybu życia. To nieustanne problemy z internetem, spowodowane nieogarnięciem komendy "validate settings" i poznawanie pierwszych trzech sezonów "Two And A Half Men" o godzinie 5.45. To przejmujący chłód kwietniowych poranków i wyprawy na Plac Hallera po piwo zaraz po otwarciu sklepu. To trzymanie parówek w śmierdzącej lodówce, czytanie Cejrowskiego, niewygodne łóżko i wielki pokój, w którym znajdowało się raptem kilka moich rzeczy. To sprzątanie po imprezach, w których nie uczestniczyłem, jajka na miękko i nieustannie zapchany odpływ w umywalce. To też pierwszy łyk faktycznej wolności samodzielnego życia, tramwaje przejeżdżające co 6 minut za oknem, dodatkowa praca umysłowa, o której nie miałem pojęcia, zamknięty dla tramwajów i samochodów most Śląsko-Dąbrowski i kawałki lazanii na śniadanie przy Dworcu Wileńskim. Piękny czas z perspektywy. Jak wszystko z perspektywy.
środa, 10 marca 2010
Dzień zacząłem od wizyty na dachu powiedzmy-wieżowca na jednym z Osiedli po lewej stronie Wisły. Taką mam pracę dorywczą. Zrywam się rano, jadę rozmawiać z ludźmi do innej dzielnicy, a czasem włażę na dachy i mówię Koleżance jakie ma robić zdjęcia. Jestem potem niewyspany cały dzień, ale warto. Niebo jest pełne sfrustrowanych anonimowych autorów. Nigdy nie została doceniona autorka piosenki ze słowami "Gdybym ci ja byłaaa / Słoneczkiem na niebie...", źródła podają: autor nieznany, melodia tradycyjna. Autor(ka - strzelam) zapewne łapie wkurwa, patrząc na tę niesprawiedliwość. Albo jest ponadto. W końcu jest w niebie.
piątek, 05 marca 2010
"Mój dziadek stawiał tę ścianę" - powiedział właściciel mieszkania, które chcemy z Partnerką wynajmować. I dlatego kaucja wynosi dwa czynsze, a podatek uczciwie odprowadzany jest do fiskusa. Postępowanie całkowicie zgodnie z prawem poważnie nas odstręcza, więc zdecydujemy się chyba na mieszkanie kątem w jakiejś suterenie. Widziałem film o tym, jak się myje jeża. Piękne, choć nie wiem po co.
środa, 03 marca 2010
poniedziałek, 01 marca 2010
cancer4cure.blogspot.com Wylinkujcie sobie, bo warto. Zaskakujące jak silna w człowieku chęć do ekshibicji. I to mimo spełniania się na innych polach i możliwości przekazania tego, co ma do powiedzenia na kilka różnych sposobów. Ścieżka, po której trafiłem tutaj po ogromnej liczbie dni, wydaje się jednak całkiem naturalna. To trakt myślowy od mojej byłej lepszej połowy - bezpośredniej przyczyny powstania "Gdyż albowieM" - przez kilka linków w Google (w tym powyższy adres) i "Well Water Black" z ostatniej płyty Aliasa. Sądziłem, że nie ma tych emocji, które tu były rok temu. Są nadal, co jest pocieszające (bo ustrzegą przed kolejnymi debilnymi decyzjami). Paradoksalnie zmienił się ich charakter. Teraz nadają nowego sensu, bo jeśli chcę spojrzeć sobie w twarz rano i iść spać bez wyrzutów sumienia, muszę udowadniać sobie, że jestem coś wart. Egzaltowane to. Ale właśnie dlatego nie przedstawiam się z nazwiska. |
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||